Thursday, 20 February 2014

Where to go on holiday in February?

Stwierdziłam, że od dzisiaj zmienię trochę styl mojego bloga. Nie udało mi się postować regularnie, trochę ze względu na brak czasu, masę pracy do szkoły i zbliżające się testy. Też prawdą jest, że już mi się to znudziło wstawianie tylko zdjęć z ciuchami. Od teraz będę mieszać trochę tematykę wszystkich postów, żeby każdy znalazł coś dla siebie. Dzisiaj wracam z wpisem a propos wakacji zimowych.


Zazwyczaj w styczniu/lutym jeżdżę w góry zjeżdżać na desce. Wiele razy jeździłam do Włoch czy Austrii, ale jednak nigdy nie byłam ani w Szwajcarii ani we Francji... aż do teraz. W tym roku miałam okazję być w trzech krajach na raz.



Zacznijmy od Austrii i Włoch. Generalnie jakbym miała wybierać między tymi krajami to z pewnością wybieram Włochy. Po pierwsze ze względu na trasy, które są lepiej przygotowane do zjazdów; pogodę, która mimo, że czasem nie dopisuje to i tak zawsze więcej słońca miałam we Włoszech; i oczywiście język. W tym roku wystarczyło, że byłam tydzień właśnie w tym kraju i już zaczęłam sobie przypominać słówka, a pod koniec potrafiłam się jakoś dogadać po włosku.



Najczęściej uczęszczanym pasem górskim we Włoszech są Dolomity (Ci, którzy tam byli kojarzą: Sella Ronda, czy górę Marmolada). Muszę przyznać, że bardzo ciekawe są tam zjazdy i niesamowite widoki. Sama Marmolada ma 3343 m, z czego można wjechać kolejką na ok 3270 m, co sprawia niesamowite wrażenie. (Na dole wstawię zdjęcia właśnie z Marmolady i z Dolomitów). Jedynym minusem jest to, że zwłaszcza w styczniu/ lutym jest tam pełno ludzi. Pewne trasy momentami są bardzo płaski. To jest najgorszy moment dla deskarzy. Gdy jedziesz szybko, żeby płynnie przejechać taki odcinek, to nawet jest pewne, że ci się nie uda przez to, że nie jest możliwe ominięcie wszystkich ludzi na trasie, którzy też tamtędy jadą. Jeszcze narciarze mogą się odpychać kijkami, ale już deskarze muszą się odpinać i odpychać nogą, co jest bardziej męczące niż jakikolwiek zjazd. Generalnie na większości tras jest bardzo dużo ludzi, co uniemożliwia rozpędzenie się, gdyż nie wiadomo, czy zaraz ktoś ci nie wjedzie pod deskę.



A teraz przejdźmy do części, jak to możliwe, że w ciągu tygodnia byłam i we Francji i w Szwajcarii, i we Włoszech. Na północny-zachód od Mediolanu jest dolina, która nazywa się AOSTA. Właśnie tam mieszkałam, miasteczko, w którym usytuowany był mój hotel było idealnie położone: 25 min od Cervini, 35 min od Courmayeur, 40 min od La Thuile i 25 min od Pila.



Z Czervini jest możliwe przejechanie na nartach/desce do Szwajcarii, a dokładniej do Zermattu. Zermatt to nazwa resortu, ale również miasta. Drogą lądową do pewnego momentu można się dostać normalnie samochodem, ale później do samego miasta dojeżdża tylko specjalny pociąg lub taksówki. Miasteczko jest bardzo klimatyczne, są śliczne domki wykonane z drewna, jeżdżą tam dorożki, wszystko wygląda jak z bajki.



Z la Thuile (Włochy) można przejechać do la Rosiere (Francja). Generalnie na szczycie la Rosiere zazwyczaj mocno wieje i akurat tego dnia, którego tam byłam pogoda nam zupełnie nie dopisała. Cały stok był pokryty lodem i bardzo trudno się zjeżdżało, na początku wjechałam na offroad, bo wydawało się, że tam będzie puch, ale jednak to były zmrożone muldy śniegu i nie ciekawie się jeździło, więc wróciłam na włoską stronę, gdzie były normalne warunki. A i co najważniejsze i z włoskiej strony no i oczywiście francuskiej rozpościera się niesamowity widok na Mont Blanc.



Podsumowując w tym rejonie jest pełno tras i możliwości. Każdego dnia można jeździć w inne miejsce i zwiedzić różne góry. I co więcej jak pamiętam największa Karuzela narciarska w Val Di Sole ma 150 km tras, a w dolinie AOSTA jest ich aż 350 km. Dodatkowo zaplanowana jest już budowa kolejki, która bezpośrednio połączy Szwajcarię z Włochami


Widok na Mediolan: